Gazeta „Tygodnik Wileńszczyzny“ o nas

Polacy z Wędziagoły. Do krwi ostatniej kropli z żył… (IV)

W parafii wędziagolskiej nie brakuje ludzi, którym się nie przelewa i żyje nie tylko na marginesie życia społecznego, lecz, jak stwierdza w jednej ze swych publikacji na portalu vandziogala.eu, Ryszard Jankowski, prezes Wędziagolskiego Oddziału Związku Polaków na Litwie, nawet poza jego granicami. Właśnie z myślą o takich ludziach – wyobcowanych, opuszczonych, zapomnianych, samotnych i ubogich – starali się w okresie Świąt Bożego Narodzenia pamiętać aktywni społecznicy z Wędziagoły.

W ramach szeroko zatoczonej akcji społecznej „Łączy nas dobroć”, z własnych środków nabywali potrzebne ludziom artykuły spożywcze, pomagali uporządkować domostwa, znajdowali czas na rozmowę, słowem po chrześcijańsku dzielili się z bliźnimi tym, czym mogli. Pan Ryszard cieszy się, że rozpoczęta przed świętami akcja rozwinęła się i dzięki hojności przyjaciela z Polski Artura Tchórzewskiego była bogatsza o dary w postaci ubrań. Po pomoc charytatywną będący w potrzebie wędziagolanie, niezależnie od narodowości, przychodzili do Polskiej Biblioteki, gdzie każdy mógł sobie coś potrzebnego wybrać.

Otwarta na świat i ludzi
– Ciągle coś robimy, pracujemy i jakoś dotychczas nam się wszystko udaje. Choć, jak powtarzam, czasami tylko jeden raz… Żeby nie ta biblioteka, to oprócz kościoła, nie mielibyśmy gdzie się spotkać – prezes miejscowego oddziału ZPL cieszy się, że z prywatnych środków, własnymi siłami udało się oddziałowi odnowić i wyposażyć część pomieszczeń domu, który na potrzeby organizacji ofiarowała Leonia Piotrowska, nauczycielka klas początkowych, działająca w Wędziagoli na rzecz polskości.

Przytulna biblioteka, której księgozbiór obecnie stanowi ponad 2,5 tysiąca książek sprezentowanych przez rodaków z Macierzy, służy nie tylko za miejsce spotkań, częstych przedsięwzięć kulturalnych, lecz nawet za… teatralną scenę. Gdy w 2015 roku, w ramach Międzynarodowego Polskiego Festiwalu Monodramu MONOWschód, do Wędziagoły zawitała trupa teatru z Żytomierza, miejscowe Centrum Kultury zatrzasnęło przed aktorami drzwi. Nie było innego wyjścia – sztuka została wystawiona w ciasnej, ale gościnnej bibliotece… Polska Biblioteka w Wędziagole przytuliła także dzieci z miejscowości Kozia Głowa, które wraz z opiekunami, w ramach miłoszowskiego projektu edukacyjnego, przyjechały na Laudę zwiedzać, malować pejzaże znad Issy, recytować wiersze. Bardzo szkoda, ale Szetejnie nie przyjęły dzieci z Polski, chociaż stary świren Miłoszów właśnie na edukacyjne cele miał być przeznaczony!

W okresie świątecznym Polska Biblioteka zaprosiła wszystkich rodaków na tradycyjne wieczory wigilijne, do wspólnego śpiewania kolęd oraz obejrzenia szopek krakowskich, sprowadzonych przez Andrzeja Radeckiego, przyjaciela z Warszawy.

W listopadzie ub. r. w Polskiej Bibliotece była wyeksponowana wspaniała wystawa starych modlitewników i rozmaitych starodruków. Prawie wszystkie zostały ofiarowane przez miejscowych Polaków lub ich potomków, którzy, nie wiedząc co zrobić z takim spadkiem, przekazywali go w dobre ręce zakrystiana, Ryszarda Jankowskiego. Z wielkim namaszczeniem przekazywali te cenne skarby mówiąc: „Weź, bo dzieci poszły nie tymi drogami. Nie zgub polskości”…

– Kiedyś tych książek ludzie nie mieli za wiele, zwłaszcza literatury pięknej, i tylko słyszeli, że jest taki Sienkiewicz. Tutaj, w okolicach Stolicy Tymczasowej, polskie książki były zabronione. Oświata, kultura polska na Kowieńszczyźnie, zwłaszcza przed II wojną była bezwarunkowo zakazana i tępiona – raduje się Ryszard Jankowski, pokazując wystawę i półki po brzegi wypełnione książkami. Tę największą na regale, „Pana Tadeusza” ze złoconymi literami i rycinami Andriollego, sprezentowały bibliotece dzieci z Koziej Głowy w podzięce za gościnność. Jak przystało na porządny dom, mieszka w nim także kot. Drewniany wprawdzie, wyrzeźbiony przez 90-letniego Stanisława Waszkiewicza.

„Święta trójca”
Na polu walki o polskość na Ziemi Wędziagolskiej Ryszard Jankowski bynajmniej nie jest samotnym rycerzem. Jego wszystkie działania wiernie wspierają dwie panie – Leonia Piotrowska i Zofia Pylipienė z domu Betygolska.

– Gdybym pracowała w wędziagolskiej szkole, już bym dawno była wyrzucona z pracy. A ponieważ pracuję w Kownie, to nikomu moja działalność tutaj nie przeszkadza. Wszyscy wiedzą, że jestem zaangażowana w polskie sprawy i już drugi raz byłam kandydatem w wyborach do Sejmu z ramienia AWPL-ZChR. Jestem otwarta i widocznie to ludzie przyjmują. Dyrektor szkoły, w której pracuję, chciała nawiązać współpracę z polską szkołą na Litwie, więc znalazłam taką szkołę. Jest to Gimnazjum im. św. Kazimierza w Miednikach – mówi Leonia Piotrowska.

Zofia Pylipienė ukończyła szkołę wędziagolską i po studiach przez 15 lat pracowała jako zootechnik w miejscowym kołchozie. Po zmianach ustrojowych i upadku kołchozu przez trzy lata nie pracowała, a potem zatrudniła się jako pracownik socjalny. Już 21 lat pani Zofia odwiedza starych, samotnych wędziagolan, pomaga im w załatwianiu codziennych spraw.

Ryszard Jankowski tłumaczy, że nazwisko przodków pani Zofii, także figuruje w księgach parafialnych znalezionych w kościelnej dzwonnicy. Działalność na rzecz polskości dla tej trójki entuzjastów z Wędziagoły jest naturalną potrzebą duszy.

– Gdy przyjechał ambasador Polski Jerzy Bahr, jak na razie jedyny ambasador, który odwiedził Wędziagołę, lokalne władze zagroziły Zofii, że jeśli przyjdzie na spotkanie do Centrum Kultury, to ją wyrzucą z pracy – wspomina Jankowski.

– Tu čia Šalčininkų nekurk, powiedziano mi. Bardzo chciałam przyjść na to spotkanie, ale zostałam w domu, choć argument zwierzchnictwa był co najmniej śmieszny – opowiada pani Zofia.

Dzisiaj trójka rodaków z Wędziagoły jest zawsze tam, gdzie dzieje się coś ważnego dla Polaków. Chętnie korzysta z zaproszeń na rozmaite uroczystości polonijne w kraju i w Polsce, ponieważ jak twierdzi Ryszard Jankowski, jest to okazja, żeby powiedzieć o tym, że Polacy na Kowieńszczyźnie, mimo wszelkich przeciwności i szykan, ciągle tu żyją, żeby poznać nowych ludzi, poszerzyć swą wiedzę.

Gość w dom
Skromni muszkieterowie polskości w Wędziagole okazują szczerą serdeczność, gdy ich progi przestępują goście. A tych, szczególnie w ostatnich latach, naprawdę nie brakuje.

Ogromnym zainteresowaniem okolice Kowieńszczyzny cieszyły się w Roku Czesława Miłosza, kiedy to poprzez Wędziagołę, Opitołoki, Szetejnie… wędrowały całe tłumy dziennikarzy, literatów, naukowców, uczniów i nauczycieli poszukujących śladów dawnej świetności i miłoszowskiego ducha. Niemniej obfity w gości był również miniony Rok Henryka Sienkiewicza. Nieopodal, w Wodoktach, gdzie mieszkał onegdaj teść Henryka Sienkiewicza – prototyp słynnego Zagłoby z jego trylogii – i Szczodobrowie na Laudzie, we wrześniu odbyły się wielkie uroczystości upamiętniające setną rocznicę śmierci polskiego pisarza, w których czynny udział wzięli również Polacy z Wędziagoły.

Wędziagoła zaistniała w licznych opracowaniach i publikacjach naukowych, notabene prof. Zdzisława Winnickiego, byłego konsula RP na Litwie Piotra Wdowiaka, który razem z konsulem Stanisławem Kargulem nieraz tutaj przyjeżdżał i bardzo interesował się życiem miejscowych Polaków.

To panowie Wdowiak i Kargul uświadomili Polakom z Wędziagoły, że żeby coś robić, potrzebny jest status. Od tego się właściwie rozpoczęła ich działalność, jako organizacji społecznej, starania o Karty Polaka i inne inicjatywy. W roku 2010 powstał Wędziagolski Oddział ZPL, a w jego założeniu udział wziął również prezes Zarządu Głównego ZPL Michał Mackiewicz.

Starania wędziagolan zawsze też wspierał radny rejonu wileńskiego, historyk Michał Treszczyński, który przyjeżdżał na obchody ważnych dat państwowych, wygłaszał prelekcje, przywoził zespoły artystyczne. Do Wędziagoły zaglądają również uczestnicy Rajdu Katyńskiego. Ich dar – potężny żelazny krzyż – dumnie stoi przed Polską Biblioteką przy ulicy Kiejdańskiej 26.

– Wielu rodaków z Polski, a i Wileńszczyzny również, dopiero odkrywa Wędziagołę oraz jej okolice. Zwłaszcza się tutaj podoba Polakom z Macierzy. Jadą szklakiem Sienkiewiczowskim, Miłoszowskim, dziwią się, skąd takie piękne rzeczy mamy?.. Sporo ludzi szuka swoich korzeni i odnajduje je za pośrednictwem naszego portalu. Otrzymuję dużo listów od potomków dawnych mieszkańców Wędziagoły. Jakiś czas temu napisał do mnie zamieszkały w USA pisarz Tadeusz Korzeniewski, którego matka pochodziła z Wędziagoły. Ale są i tacy działacze, którzy zawsze doskonale wiedzieli, że my tutaj jesteśmy i bardzo potrzebujemy ich wsparcia i rady, ale omijali Wędziagolę szerokim łukiem. Oni radykalni, tam same problemy – tak mówiono o nas, bo słyszano o tym, że kiedyś wypędzono nas z kościoła. Przykro, że omijali nas także rodacy z Kowna i Kiejdan… – żali się Jankowski.

Umiesz liczyć, licz na siebie…
Doświadczony życiem wędziagolanin z czasem zrozumiał, że to stare polskie porzekadło jest niezawodne. Dlatego stara się jak najwięcej zrobić własnym sumptem, nie prosząc o czyjąkolwiek pomoc.

I przyznać należy, że pozytywistyczne hasło pracy u podstaw, które przyświeca garstce społeczników w Wędziagole i niezależność działania przynosi naprawdę wspaniałe owoce. A ich inicjatywy i pomysły są ciekawe i niepowtarzalne.

Pan Jankowski z ogromną pasją prowadzi portal vandziogala.eu, który sięga do głębokich dziejów historycznych, ale opowiada też o dzisiejszym życiu Polaków na Kowieńszczyźnie, propaguje spuściznę. Twórca i redaktor portalu cieszy się niezmiernie, że witrynę codziennie odwiedza co najmniej 500 internautów. To m.in. dzięki zabiegom Ryszarda Jankowskiego Polacy Wędziagoły zaistnieli jako grupa narodowościowa także w oficjalnym wydaniu samorządu rejonu kowieńskiego („Pakaunės dešimtmečiai”), chociaż dominująca większość mieszkańców tych terenów tego faktu wolałaby raczej nie dostrzegać… Dopóki istniała lokalna gazeta rejonu kowieńskiego pisał do niej artykuły po litewsku, propagując działalność swej organizacji społecznej. Wysyłał korespondencje także do samorządowego portalu internetowego. Niestety, informacje czasami się pojawiały, czasami zwyczajnie były wyrzucane do kosza.

Niestrudzony działacz na rzecz polskości jest twardy w swych przekonaniach: trzeba wyciągać na światło dzienne to, co przez długie lata spoczywało pod grubą warstwą kurzu i obojętności ludzkiej. Trzeba ratować zabytki i spuściznę odziedziczoną po ojcach, utrwalać ją i dzielić się swą wiedzą z ludźmi, aż zapomniana historia nabierze nowego blasku… Trzeba trwać na swoim do ostatniej kropli z żył… Dzisiaj trzeba pracować, tworzyć coś nowego, a na wspomnienia jeszcze przyjdzie czas.

Irena Mikulewicz

Połączyć

Odwiedzający

Dzisiaj284
Wczoraj530
W tym tygodniu2976
W tym miesiącu8825
Ogólny586765

1
Teraz ogląda

sobota, 21 wrzesień 2019 20:17

Hey.lt - Nemokamas lankytojų skaitliukas

Free Joomla! template by Age Themes