Już nie mamy Pani Jadwigi – niedawno odeszła do Boga, do lepszego świata...
Z 90-letnią Jadwigą Dajniową z Bakaniackich z folwarku Skrzynie nieopo-dal Wędziagoły rozmawiał Piotr Wdowiak
- Pani pamięta chyba najwięcej tu na Laudzie, Litwie środkowej. Proszę
opowiedzieć o rodzie Chmielewskich, u których pracowała Pani mama w Borku pod Wędziagołą.
- Chmielewscy mieszkali w Borku naprzeciw mogił, tam gdzie drzewy zostawszy się. Pani Chmielewska była z Polski. Oj nie z Polski, tylko z Wilna. Z domu była Serpińska. Miała czterech dzieci: trzech synów, jedna córka. Był ksiądz, oficer, inżynier, a córka malutka umarła. I młode dzieci, już dorodnie poumierali. Ona sama się zostawszy. Co było. A ten mąż to ja nie wiem. Jedni mówią, że żył nie z żonką, drugie, że w turmie siedział. Wtedy nie dochodziła mnie do głowy. Teraz może by wiedziała. Ale tutaj przywieźli i ona koło kościoła schowana.
Tam przy Aleksandrze - powstańcu? On był absolwentem Gimnazjum Ziburys w Krożach.
- Przy dziadku. Jak dzieci zmarły ona trzymała wychowanica z Wilna - Wincenta. Jedna nie chciała być. Dobre wychowanie brała dziewczynka i nauki otrzymała. A potem jak ona wyrosła, to pożeniła się z Jagiełowiczem Klemensem. Mieszkali niedaleko i byli gospodarzami. W dworze był doktor nawet. Był dany pokój i chorych przyjmował. W czasie wojny mnóstwo trafiło tu Polaków z Polski.
- W Birsztanach był obóz dla internowanych i uchodźców, gdzie trafiło dużo Polaków. W lata wojny mogli się znaleźć w Borku…
- Tego nie wiem. I moja mamusia też tutaj do folwarku Skrzynie przyjechała. Pani Chmielewska wysiedlona była. Pozostała jedynie wychowanica Jagiełowiczowa. Pani Chmielewska umarła w 1943 r. w dworze Juszkiewicza na wygnaniu. Mam fotografia. Mężczyźni trumna na plecach nieśli na cmentarz. Ludzi bardzo dużo było. Mam nawet takie zdjęcie jak ją od dworu Jagiełowiczów do kościoła niosą.
- A czy w Skrzyniach była „Pochodnia”? Opowiadała Pani, że w Wędziagole była w centrum, a jedyny telefon był w Borku. Jaki mieliście kontakt z pozostałymi tu w zaścianku?
Ja była dzieciakiem, to do Pochodni nie chodziłam. Tam chodziły dzieci z okolicy uczyć się. Ale mnie nie trzeba było uczyć, bo mnie Pani Chmielewska uczyła. Pacierze także uczyła mnie Pani Chmielewska, do katechizmu doprowadzała, wiedzieliśmy co książeczka do nabożeństwa i różaniec. Dobra była… Tata za dobre gospodarowanie dostawał przydział od Pana Chmielewskiego. Wkrótce umarł Klemens Jagiełowicz. Miał serce niezdrowe. To on po Chmielewskim trzymał Borek. Konie i krów dużo hodowali. I tu do Skrzyń przywozili i sprowadzali. Klemens dla żony – wychowanicy Chmielewskiej mówił: „Wincia, jeśli cokolwiek się ze mną się stanie, to sprawy przekaż Bakanieckiemu”. On był bardzo dobry rolnik, gospodarz.
I tak się stało, ojciec poszedł do dworu zarządzać dobrami. Ojciec powiedział tam: „Żona nie będzie pracowała, tylko ja”. I przebralim się.
Nigdy nie chcieliście opuścić Skrzyń i Wędziagoły?
Jak miałam 25 lat miałam jechać do Polski. Miałam już nawet wyzyw – (zaproszenie - PW) w gościnę. Zapraszał zięcia szwagier. Ale tam i brat był Chmielewski Janek. Tam i też zmarł. Byli dwa służyli: Józek wrócił, a Janek został się. Janek do wujenki zajechał. A wujenki mąż, nie wiem w Anglii był. Potem wrócił do Polski po wojnie mojej matki chrzestnej Tekli Chmielewskiej matki brat. Odwiedzał tu na Litwie siostrę swoją.
- A Pani była w Polsce?
Byłam, mam we wszystkich miastach zaznaczywszy, gdzie byłam. Kupiłam mapę w Polsce. I zaznaczałam w 1985-86 moją drogę. Teraz to głupstwo pojechać. Kiedyś trzeba było mieć wyzyw. A wprzód tak nie było. Z córką była.
Teraz to do Polski nawet po bułki można jechać.
Łatwo łatwo, nie to co kiedyś. Trudniej i straszniej było kiedyś. Choćby jak Żydów w Wędziagoła strzelano. Ja pamiętam – w Borku mieszkałam i słyszałam jak ich pędzili. Furman Jagiełowiczowej wracał też właśnie do domu w Borku. Pamiętamy, że kogo złapali z Żydów pędzili zakopywać. Rowy były już wykopane. Szukali tylko Żydów, jak znaleźli od razu zakopywano. Przed śmiercią śpiewano, ale czy oni do Boga śpiewali, tego nie wiem. Już wiedzieli gdzie idą. To Litwini strzelali - trzeci batalion z Kowna. Mogiła do dzisiaj wiadomo, gdzie jest. w lasku za szkołą. Drugą część popędzili do Bopt. Z mojej rodziny byli też tacy, co wtedy świadkami byli w lipcu 1943 r. Straszna tragedia.
Głos w gardle staje…
Wojna okrutna i ludzie, ludziom taki los.
Dziękuję za rozmowę.
Ryszard Jankowski



Komentarze
wiecej niz Encyklopedia,a zarazem nauka
historii dla mlodych.
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.