„Nie macie nic innego do roboty? Nie macie na co wydawać pieniędzy?” – takie pytania niejednokrotnie słyszą Polacy z Wędziagoły. Pytają o to ludzie, którzy nie rozumieją, dlaczego komuś jeszcze dziś zależy na starych, rozbitych nagrobkach, zardzewiałych metalowych ogrodzeniach, ledwie czytelnych na kamieniu imionach, nazwiskach i datach.
Przecież to tylko stare groby...
Tak, dziś właśnie tak wyglądają – ciche, zaniedbane, przez wielu zapomniane. Jednak dla tych, którzy potrafią dostrzec nie tylko kamień, lecz także człowieka i historię, która się za nim kryje, nie są to „tylko groby”. To żywa księga świadectwa przeszłości. Księga, której stron nie zapisano atramentem, lecz wyrytymi w kamieniu imionami, nazwiskami i datami.
A jeśli dziś nikt ich nie ocali, jutro może nie pozostać nawet tych imion.

Stan starego przykościelnego cmentarza w Wędziagole jest bolesnym świadectwem ludzkiej obojętności. Czas, wilgoć, mróz i korzenie drzew robią swoje, ale nie mniej szkód wyrządziły obojętność ludzi, władze różnych epok oraz ideologie. Przez dziesięciolecia stały tu rozbite pomniki, waliły się stare ogrodzenia grobów, znikały napisy, a wraz z nimi po cichu zanikała również pamięć o ludziach.
Jednak znaleźli się ludzie, którzy nie chcieli się z tym pogodzić.
Polacy z Wędziagoły już od wielu lat własnymi rękami, własnym czasem i za własne pieniądze podejmują się tego, czego – jak mogłoby się wydawać – dziś już nikomu nie potrzeba. Restaurują i odbudowują zniszczone nagrobki, prostują i naprawiają metalowe ogrodzenia, oczyszczają kamień, przywracają do życia imiona, które czas niemal całkowicie wymazał.
To nie jest tylko porządkowanie grobów.
To walka z zapomnieniem.
W tych dniach zakończono renowację rozbitego, liczącego ponad 120 lat kamiennego nagrobka oraz metalowego ogrodzenia na grobie polskiego szlachcica Antoniego Marka Karsnickiego (herb Leliwa). Napis na pomniku mówi, że urodził się w 1863 roku i zmarł młodo – w 1904 roku w Petersburgu. W 1905 roku, staraniem jego rodziców, jego szczątki sprowadzono do Wędziagoły i pochowano na starym przykościelnym cmentarzu.
Nieopodal, na tym samym cmentarzu, spoczęli również jego rodzice. Ich pomnik jest dziś także mocno rozbity i czeka na człowieka, który powie:
„Nie można tego tak zostawić.”
Ile jeszcze takich pomników czeka?
Ile imion można jeszcze ocalić?
Ile historii można jeszcze wydobyć z milczenia?
Za każdym z tych pomników kryje się ludzkie życie. Za każdą datą – czyjeś narodziny, miłość, praca, radość, cierpienie i śmierć. Byli to ludzie, którzy żyli, zakładali rodziny, pracowali, modlili się, kochali tę ziemię i nazywali ją swoim domem. Ich losy, podobnie jak losy wielu innych polskich rodzin szlacheckich żyjących w Wędziagole w XIX i XX wieku, niejednokrotnie zostały rozdarte przez historyczne kataklizmy.
Ich potomków niemal już tutaj nie ma. Jedni zostali zesłani, inni zmuszeni do opuszczenia rodzinnych stron, jeszcze inni po prostu zniknęli w wirze dziejowych tragedii.
Pozostały ich imiona.
Pozostały groby.
Pozostały kamienie.
I teraz od nas zależy, czy te kamienie będą jeszcze przemawiać.
Dlatego dla Polaków z Wędziagoły ratowanie tych grobów stało się czymś więcej niż tylko działalnością społeczną. To kwestia honoru. To obowiązek wobec zmarłych i odpowiedzialność wobec żyjących. Bo naród, który nie potrafi zachować pamięci o swoich zmarłych, prędzej czy później zaczyna tracić również samego siebie.
W tej niezwykle ważnej działalności na szczególną uwagę i najszczersze podziękowanie zasługuje pochodząca z Wędziagoły Polka wolontariuszka Zofia Pilypienė.
To dzięki jej inicjatywie, trosce, pracy i osobistym środkom finansowym w stosunkowo krótkim czasie odbudowano i odrestaurowano już trzy pomniki na grobach rodaków na starym przykościelnym cmentarzu.
Trzy pomniki.
Trzy przywrócone imiona.
Trzy historie, którym nie pozwolono pogrążyć się w zapomnieniu.
A za każdą z tych prac kryją się nie tylko pieniądze czy wysiłek fizyczny. Najważniejsze jest serce.
W czasach, gdy tak często pytamy, „co będziemy z tego mieli?”, Zofia Pilypienė wybiera zupełnie inną drogę. Nie odnawia tych pomników dla siebie. Nie wykonuje tej pracy dla nagrody ani publicznego uznania. Po prostu uważa, że tak należy postąpić.
Być może właśnie dlatego jej dzieło ma tak wielką wartość.
Bo prawdziwy altruizm nie oczekuje zapłaty. Nie reklamuje samego siebie. Po cichu przychodzi na stary cmentarz i zaczyna usuwać mech z kamienia. Podnosi złamany krzyż. Naprawia zardzewiałe ogrodzenie. Odczytuje stare imię i mówi:
„Nie zapomnieliśmy o tobie.”
Czy wielu jest dziś jeszcze takich ludzi?
Nie wiadomo.
Jedno jest jednak pewne – Polacy z Wędziagoły mają szczęście, że takiego człowieka mają w swoich szeregach.
Zofia Pilypienė należy do tych ludzi, których dzieło nie zawsze jest widoczne na pierwszy rzut oka, lecz jego znaczenie pozostaje na długo. Jej rękami odnawiane są nie tylko pomniki. Odbudowywana jest więź między przeszłością a teraźniejszością. Przywracany jest szacunek ludziom, o których od dawna nikt już nie pamięta. Otwiera się okno na historię dla tych, którzy przyjdą po nas. Można zapytać: po co to wszystko?
Odpowiedź jest prosta.
Po to, aby ludzkie imię nie umarło po raz drugi.
Człowiek umiera po raz pierwszy fizycznie. Po raz drugi – wtedy, gdy jego imię, grób i historia zostają całkowicie pochłonięte przez zapomnienie.
Właśnie z tą drugą śmiercią walczą wolontariusze z Wędziagoły.
I dopóki ich ręce są jeszcze w stanie podnieść rozbity kamień, dopóki w ich sercach żyje wdzięczność wobec przodków, dopóty stary przykościelny cmentarz w Wędziagole nie jest martwy.
On mówi.
Mówi cicho – starymi imionami, krzyżami, ogrodzeniami grobów i cyframi wyrytymi w kamieniu.
Trzeba tylko się zatrzymać i usłyszeć.
A może czasem zamiast pytać:
„Nie macie nic innego do roboty?”
powinniśmy zapytać samych siebie:
„Co ja sam zrobiłem, aby człowiek, który żył sto czy dwieście lat temu, nie został dziś zapomniany?”
Właśnie tutaj zaczyna się prawdziwy szacunek dla historii.
Właśnie tutaj rodzą się prawdziwi bohaterowie naszych czasów.
Nie ci, którzy głośno mówią o patriotyzmie, lecz ci, którzy po cichu podnoszą z ziemi rozbity kamień przeszłości i własnymi rękami przywracają mu życie.
Dopóki w Wędziagole są tacy ludzie jak Zofia Pilypienė, zapomnienie nie odniosło jeszcze zwycięstwa.

  • DSCF3706
  • DSCF3711
  • DSCF3720
  • DSCF3792
  • DSCF3795
  • DSCF3799
  • DSCF3804
  • DSCF3812
  • DSCF3814
  • DSCF3830
  • DSCF3837
  • DSCF3842
  • DSCF3861
  • DSCF3862
  • DSCF3863
  • DSCF3869
  • DSCF4041
  • DSCF4542
  • DSCF4543
  • DSCF4545
  • DSCF4548
  • DSCF4549 (2)
  • DSCF4550 (2)
  • DSCF4551 (2)
  • DSCF4552 (2)

Ryszard Jankowski



FaLang translation system by Faboba