Czasy się zmieniają. Zmienia się codzienność ludzi, ich zwyczaje, a nawet sposób myślenia. Reformy zachodzące niemal we wszystkich dziedzinach życia dotykają także tego, co przez długie stulecia wydawało się niezmienne – życia Kościoła. Niegdyś rozbrzmiewające w nim modlitwy były długie, uroczyste i pełne sakralnej powagi. Odsłaniały wiernym tajemnicę Bożej potęgi i jednoczyły tłumy ludzi we wspólnej modlitwie, w której każdy czuł się małą, lecz ważną cząstką wielkiej wspólnoty.
Dziś coraz częściej podkreśla się osobistą wiarę – cichy, wewnętrzny dialog człowieka z Bogiem. Dlatego wiele modlitw i obrzędów stało się krótszych, bardziej powściągliwych i prostszych. Uproszczeniu uległy także obrzędy Triduum Paschalnego – odbywają się skromniej, bez dawnej zewnętrznej pompy.
Wszystko staje się bardziej zwięzłe i przejrzyste, aby nie obciążać wiernych i pozwolić im skupić się na wewnętrznej modlitwie. Czy to dobrze, czy źle – wie tylko Bóg.
Pamięć jednak przechowuje czasy, gdy święta przeżywano inaczej – wolniej, uroczyściej, z wyjątkowym skupieniem całej wspólnoty.
Wielki Tydzień to ostatni tydzień przed Wielkanocą. Wszystkie jego dni nazywane są wielkimi, ponieważ Kościół wspomina w nich najważniejsze wydarzenia wiary chrześcijańskiej: mękę Chrystusa, Jego śmierć i zwycięstwo nad śmiercią – Zmartwychwstanie.
Z opowieści starszych ludzi, zachowanych wspomnień i pożółkłych fotografii dowiadujemy się, że w okresie międzywojennym Wielki Tydzień w kościele pw. Św. Trójcy w Wędziagole nabierał szczególnego majestatu i sakralnego piękna. Jego kulminacja – Wielka Sobota, Noc Paschalna i poranek Zmartwychwstania – stawały się niezwykłym misterium, głęboko poruszającym serce każdego wiernego.
Do tego misterium przygotowywano się przez cały tydzień. Służba kościelna oraz liczni pomocnicy z wielką starannością pracowali nad przygotowaniem świętej sceny. Przed głównym ołtarzem poszerzano przestrzeń, aby mógł tam powstać symboliczny ołtarz triumfu Chrystusa – Zmartwychwstania.
Wielki ołtarz zasłaniano dekoracją przedstawiającą wzgórze Kalwarii – Golgotę z trzema krzyżami. Na jednym z nich ukrzyżowany był nasz Zbawiciel Jezus Chrystus. Po bokach ustawiano dekoracje z aniołami pochylonymi wśród obłoków, jakby w cichej adoracji ofiary Syna Bożego. Na pewien czas usuwano także mensę ołtarzową, aby zrobić więcej miejsca dla kobiet adorujących Najświętszy Sakrament oraz dla husarzy pełniących wartę honorową.
Starano się, aby cała ta biblijna scena wyglądała jak najbardziej realistycznie. I rzeczywiście – robiła ogromne wrażenie. Zapach kadzidła unosił się w powietrzu niczym lekka mgła, modlitwy kapłana rozbrzmiewały pod sklepieniem świątyni, a skupienie adorujących kobiet i husarzy stojących na warcie tworzyło niezwykłą atmosferę ciszy i świętości.
Wypełniony po brzegi kościół wiernych śpiewał pieśni pasyjne – tak przejmujące i pełne bólu, że pozostawiały w sercach ludzi niezatarte wspomnienie na całe życie.
W noc Wielkiej Soboty Kościół czuwa przy Grobie Pańskim. Wierni rozważają mękę i śmierć Chrystusa, Jego zstąpienie do otchłani i z modlitwą oraz postem oczekują świtu Zmartwychwstania. Według dawnej tradycji Kościoła ta noc jest czuwaniem na cześć Pana – świętą Wigilią Paschalną, przypominającą noc, w której Chrystus zwyciężył śmierć i powstał z grobu.
W okresie międzywojennym w wypełnionym po brzegi kościele pw. Św. Trójcy w Wędziagole noc ta była spędzana na modlitwie – pobożnie, uroczyście i w głębokim skupieniu. W sobotni wieczór, po Mszy świętej, do kościoła wkraczał oddział husarzy prowadzonych przez swego dowódcę. Byli to młodzi mężczyźni z miasteczka i okolicznych wsi, ubrani w wojskowe mundury.
Na środku kościoła zatrzymywali się przy rozłożonym płóciennym dywanie z poduszką. Na nim spoczywał krzyż z Ukrzyżowanym. Na rozkaz dowódcy żołnierze zdejmowali czapki, klękali przed krzyżem i dobywali szable.
Ciszę przecinała donośna komenda:
„Baczność! Spocznij! Broń – prezentuj!”
Po oddaniu wojskowych honorów krzyżowi i Ukrzyżowanemu część mężczyzn odchodziła, a pozostali zastygali na warcie honorowej. Po pewnym czasie dowódca przyprowadzał kolejną zmianę. Tak ta cicha i pełna czci warta trwała przez całą noc – aż do świtu.
Tej nocy nie było czasu na odpoczynek. Wierni zgromadzeni w kościele nie wracali do domów. Pozostawali aż do rana, modlitwą i śpiewem oddając cześć Bogu i oczekując pierwszych promieni niedzielnego świtu.
Wreszcie nadchodził poranek.
Tradycyjnie o szóstej rano rozpoczynała się Msza święta – Resurrectio, uroczystość Zmartwychwstania Chrystusa. Rozbrzmiewały dzwony, a kościół wypełniał się radosnym śpiewem. Uroczysta procesja trzykrotnie obchodziła świątynię. Żołnierze maszerowali obok proboszcza niosącego Najświętszy Sakrament, jakby strzegąc największej tajemnicy wiary.
Po długich godzinach nocnego czuwania była to chwila pełna światła, radości i nadziei.
Po zakończeniu modlitw żołnierze i ich dowódca byli zapraszani na plebanię, aby skosztować poświęconych potraw wielkanocnych. Tak kończyła się długa, święta i niezapomniana noc paschalnego czuwania.
Husarze, spoglądający na nas ze starych fotografii, byli synami gorliwych parafian – polskich gospodarzy. Nigdy nie brakowało im zapału ani gotowości. Zawsze oczekiwali Nocy Paschalnej i czuwania na cześć Pana. Przez cały rok troskliwie dbali o swoje mundury, aby w tę świętą noc stanąć schludnie i godnie na warcie honorowej przed Bogiem i ludźmi.
Od dawna Polacy z okolic Wędziagoły słynęli z głębokiej pobożności i szczerego szacunku dla Boga. Wiara nie była tu jedynie słowem – była sposobem życia, przekazywanym z pokolenia na pokolenie, pielęgnowanym w rodzinach i w sercach.
Do dziś stare fotografie i ludzkie wspomnienia przypominają czasy, gdy cała wspólnota czuwała razem – w ciszy, cierpliwie i z nadzieją oczekując poranka Zmartwychwstania.
Bo wiara, tak jak światło wielkanocnego poranka, nigdy nie gaśnie – przechodzi tylko z serca do serca.
Ryszard Jankowski


