Czasem jeden pożółkły arkusz papieru potrafi opowiedzieć więcej niż grube księgi historyczne.
Pismo Święte mówi: „Nie ma bowiem nic ukrytego, co by nie miało być ujawnione, ani nic tajemnego, co by nie stało się znane i nie wyszło na jaw” (Łk 8,17). Lata mijają, zmieniają się pokolenia, lecz ta ewangeliczna mądrość zawsze się potwierdza – prędzej czy później świadectwa przeszłości znów przemawiają.
Pewnego razu w moje ręce trafił właśnie taki dokument – ręcznie napisana umowa o pracę z 1949 roku. W niej parafianka z Wędziagoły, Zofia Mordasowa, podpisuje porozumienie z ówczesnym proboszczem kościoła katolickiego w Wędziagole, księdzem P. Jasienskim, zobowiązując się do pełnienia obowiązków parafialnej dzwonniczki.

Na pierwszy rzut oka jest to tylko zwykły dokument. Jednak gdy wczytać się w jego treść, ukazuje się zupełnie inny obraz.
W umowie zapisano, że dzwonniczka – z pomocą członków swojej rodziny – ma wykonywać bardzo wiele różnych prac. Było ich tak dużo i były tak ciężkie, że z trudem podołałoby im nawet dziesięciu ludzi. Nie chodziło jedynie o dzwonienie w dzwony czy opiekę nad kościołem, lecz także o mnóstwo codziennych, wyczerpujących obowiązków.
Wynagrodzenie za taki trud było bardzo skromne – mały pokoik w szpitaliku parafialnym, domu dla służby kościelnej, oraz bardzo niewielka zapłata pieniężna. Co więcej, nawet ta nie była gwarantowana. A wszystko to – tylko na jeden rok.
Czytając taką umowę, odczuwa się niepokój. Przypomina ona raczej umowę niewolnika niż wolnego człowieka. Wtedy mimowolnie przychodzą na myśl słowa Ewangelii:
„Biada także wam, uczonym w Prawie! Nakładacie na ludzi ciężary nie do uniesienia, a sami nawet jednym palcem ich nie dotykacie” (Łk 11,46).
Jednak osądzać ludzi żyjących w tamtych czasach byłoby zbyt łatwe. Trzeba pamiętać o realiach, w których to wszystko się działo.
Były to lata powojenne. Parafię w Wędziagole, podobnie jak całą Litwę, przygniatała presja władzy sowieckiej. Znacjonalizowano plebanię, parafian wywożono na Sybir, a ludzi paraliżował strach i niepewność jutra. Służba Kościołowi budziła podejrzenia władz sowieckich, dlatego prawie nikt nie chciał i nie odważał się zostać kościelnym.
Ci jednak, którzy decydowali się na taką służbę, często musieli przyjąć ciężki los – wyczerpującą pracę, skromny zarobek, ubóstwo, a nieraz także szyderstwa.
Polka, parafianka z Wędziagoły, Zofia Mordasowa była jedną z tych cicho wiernych osób. Przez ćwierć wieku – dwadzieścia pięć lat – pełniła funkcję dzwonniczki. Była to połowa jej życia ofiarowana Kościołowi. Bez rozgłosu, bez pochwał, bez szczególnego uznania.
17 lutego 1965 roku Zofia Mordasowa zakończyła swoją ziemską drogę i odeszła do Pana.
Jej imię nie trafiło do podręczników historii, a jej życie nie zostało opisane w wielkich kronikach. A jednak to właśnie tacy ludzie tworzą cichy fundament Kościoła – ich praca, cierpliwość i wiara podtrzymują życie parafii.
Dlatego warto czasem przypomnieć sobie prostą prawdę: świętość nie zawsze objawia się w wielkich nazwiskach czy okazałych pomnikach. Żyje ona w zwykłych ludziach – w tych, którzy cicho pracują, cierpliwie niosą swój ciężar i wiernie służą Bogu.
I być może właśnie o takich ludziach można powiedzieć:
„Wielka historia często milczy, ale Bóg nie zapomina nikogo, kto wiernie Mu służył.”

  • DSCF3252
  • DSCF3253
  • DSCF3261
  • DSCF3266
  • DSCF3271
  • DSCF3273

Ryszard Jankowski

FaLang translation system by Faboba