Stare, czarno-białe zdjęcie wykonane na początku lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Widzimy na nim starszą kobietę, pracownicę kościelną Stefaniję Stalmaszynską, trzymającą na rękach niemowlę oraz odświętnie ubranego autora tych słów. Dopiero co cicho, w tajemnicy, w kościele ochrzcili kolejne dziecko – zostali jego rodzicami chrzestnymi. Takich chrztów w tamtych czasach nie było mało.
Dlaczego wszystko odbywało się potajemnie? Gdzie byli rodzice i bliscy dziecka?
Chrzest to początek całego życia chrześcijańskiego, pierwszy i najważniejszy sakrament ustanowiony przez Chrystusa. To początek życia z Jezusem Chrystusem, wyrzeczenie się zła i grzechu pierworodnego, brama do wspólnoty Kościoła, drzwi do Królestwa Bożego, w którym wszyscy mamy nadzieję spotkać się jako członkowie jednej kochającej rodziny.

Jednak w tamtym czasie, w latach siedemdziesiątych, rodzice wielu potajemnie chrzczonych dzieci byli już ukształtowanymi przez ideologię sowiecką ludźmi radzieckimi – ateistami. Kościół i religia były im przedstawiane jako „opium dla ludu”, przeżytek utrudniający budowę nowego świata. Pracując w instytucjach państwowych, często byli zmuszani do zerwania więzi z Kościołem, aby uniknąć prześladowań czy ograniczeń w karierze. Wiarę w Boga zastępowała wiara w ideały partii komunistycznej, postęp nauki i „świetlaną przyszłość”.
Władza sowiecka tworzyła nowe, socjalistyczne obrzędy – śluby cywilne, uroczyste nadania imienia – które miały zastąpić tradycje chrześcijańskie. Do porzucenia religii zachęcano wszelkimi możliwymi sposobami. Wielu ludzi tamtej epoki, zdystansowanych wobec wiary, unikało kościoła, a nawet go potępiało.
Mieli jednak rodziców i dziadków wychowanych w okresie międzywojennym w duchu katolickim i patriotycznym. Widząc, co się dzieje, czuli obowiązek ocalić przynajmniej to, co jeszcze było możliwe. Pozostawienie dziecka bez sakramentu chrztu wydawało im się wielkim grzechem. Dlatego czasem, nawet wbrew woli rodziców, potajemnie przywozili wnuki do kościoła, aby je ochrzcić.
W ten sposób powstało swoiste ciche podziemie. W obawie, by o wszystkim nie dowiedziały się organy partyjne, nie wszystkie chrzty były zapisywane w księgach parafialnych. Rodzice chrzestni i świadkowie musieli być ludźmi godnymi zaufania, zdolnymi dochować tajemnicy, aby nie narazić na nieprzyjemności księży ani samych siebie. Był to znak wiary, ale także milczenia i ryzyka.
Minęło nieco ponad pół wieku. Wydaje się, że to niewiele. A jednak kontrasty są ogromne. Dziś zdjęcia i nagrania z chrztów wypełniają media społecznościowe. Dużo w tym gwaru, przepychu, czasem kiczu – wszyscy starają się pokazać uroczystość jak najgłośniej. Współczesne przyjęcia z okazji chrztu nierzadko przewyższają nawet wesela z czasów radzieckich.
A ile mamy tamtych, czarno-białych fotografii z chrztów? Zaledwie kilka.
Patrząc na to stare zdjęcie, chce się opowiedzieć jego historię. Wielu ludzi dziś nawet nie zastanawia się, jakie to były czasy i jacy wtedy żyli ludzie – cisi, niedemonstracyjni, lecz mocni w swoich przekonaniach. Na tej wyblakłej fotografii nie ma tylko chrztu niemowlęcia. Jest w niej odwaga, wierność i nieme świadectwo wiary.

  • DSCF3238

Ryszard Jankowski

FaLang translation system by Faboba