W miarę jak Wielki Post nabiera tempa, oczekując wielkiego święta Zmartwychwstania naszego Zbawiciela, Jezusa Chrystusa, w naturalny sposób pragniemy wyciszyć się. Uspokoić. Zatrzymać. Ten czas zaprasza nas, aby spojrzeć na nowo na Jego Mękę i Drogę Krzyżową, na cichą tajemnicę bólu i miłości, w której zawiera się cała historia człowieka.
Jednak współczesnemu człowiekowi nie jest łatwo zwolnić tempo codzienności. Żyjemy w pośpiechu, pogrążeni w troskach i obowiązkach, często zapominając zapytać samych siebie: po co to wszystko? Wielki Post przypomina – warto się zatrzymać i zastanowić nad sensem własnego życia oraz życia bliźniego, nad bliskością naszego Ojca Niebieskiego, nad Męką i Zmartwychwstaniem Pana oraz nad nadzieją życia wiecznego, która nie podlega czasowi.
Ogromnym darem dla człowieka są słowa Pisma Świętego, żywoty świętych i ich czyny. W nich odnajdujemy mądrość, siłę i pocieszenie. Niestety, współczesnemu człowiekowi często brakuje czasu i chęci, by się w nie zagłębić. Niekiedy wydaje się, że sprawy duchowe zostały zepchnięte na margines, a głód serca próbujemy zaspokoić tym, co nigdy nie jest w stanie go nasycić.
Są jednak miejsca i ludzie, którzy pielęgnują żywą pamięć. Polacy z okolic Wędziagoły w czasie Wielkiego Postu chętnie wracają wspomnieniami do swoich rodaków – do ich postawy, skupienia i przygotowania do świętowania Wielkanocy. Szczególnie wyraźnie zapisały się w pamięci lata siedemdziesiąte ubiegłego wieku – czasy radzieckie, nieprzychylne ani wierzącym, ani Kościołowi, ani samym Polakom z Wędziagoły. Wyśmiewano ich, nazywano „nieprawdziwymi Polakami”, „wrogami narodu”, „ciemnogrodem”, „fanatykami religijnymi”. Ateistyczna i antypolska propaganda rozbrzmiewała w szkołach, na zebraniach kołchozowych i w organizacjach partyjnych.
A jednak, mimo zakazów i nacisków politycznych, mimo surowych zim i chłodu nieogrzewanego kościoła, ludzie licznie gromadzili się w Wędziagolskim kościele pw. Św. Trójcy. Nie bali się ani mrozu, ani długiej drogi. Ówczesne Msze święte trydenckie trwały długo, po nich odprawiano Drogę Krzyżową, a do konfesjonałów ustawiały się długie kolejki wiernych. Pokuta, modlitwa, obchodzenie na kolanach ołtarza przy słynącym z cudów Krucyfiksie – wszystko to nie było obowiązkiem, lecz wyborem serca.
W oczach ludzi jaśniała radość – po spowiedzi, po otrzymaniu rozgrzeszenia, po odprawieniu Drogi Krzyżowej. Mogli spokojnie i pokornie oczekiwać święta Zmartwychwstania. Niewielu posiadało wówczas samochód: do kościoła przybywano wozami zaprzężonymi w konie albo przychodzono pieszo z ponad pięćdziesięciu wsi i zasciąków parafii. Odległości wynosiły kilka, a nawet kilkanaście kilometrów. A jednak nie było słychać narzekań – ani na siebie, ani na innych. Był tylko spokój, nadzieja i cicha radość.
Polacy z Wędziagoły są dumni z tych ludzi – z ich świadectwa wiary nie tylko słowem, lecz i czynem. To żywa lekcja, jak przygotować się na Zmartwychwstanie, jak przeżywać Wielki Post – z cierpliwością, wytrwałością i ufnością. Takie przykłady są najprawdziwszą i najgłębszą formą wychowania.
Dziś sytuacja w naszym kraju jest inna – jak się mówi, różni się jak niebo i ziemia. Zmieniły się czasy, okoliczności i ludzkie przyzwyczajenia. Jednak nadzieja Zmartwychwstania pozostaje ta sama. Mając ją w sercu, możemy pozostać optymistami – wierzyć, że Pan nas nie opuści, a cisza Wielkiego Postu również dziś może stać się początkiem odrodzenia.
Ryszard Jankowski


